InkMagnet — książka, która przechodzi korektę, zanim ją pobierzesz.
Własny produkt: z tematu powstaje kompletna książka — struktura,
rozdziały pisane na przeczytanych źródłach, ilustracje, okładka,
skład do druku i EPUB. Poniżej, dlaczego „AI napisze książkę” jest
trudniejsze, niż brzmi, i co przy tym było najciekawsze do zbudowania.
Napisanie tekstu i wydanie książki to dwie różne rzeczy.
Pierwsza kończy się na akapitach w oknie przeglądarki. Druga wymaga,
żeby całość trzymała się kupy przez sto stron, żeby przypisy
prowadziły tam, gdzie obiecują, i żeby złożony plik wyglądał jak
książka, a nie jak wydrukowany dokument.
01
Model pisze akapity, nie książki
Przy dłuższej formie wątki zaczynają się powtarzać, rozdział siódmy nie wie, co ustalił trzeci, a zakończenie streszcza to, co przed chwilą padło. Sto stron to inne zadanie niż dziesięć.
02
Eksport z edytora to nie skład
Plik zapisany do PDF-u wygląda jak dokument, nie jak książka: sieroty na końcach wierszy, wdowy na początkach stron, dzielenie wyrazów po angielsku, spis treści bez odnośników.
03
Numery stron w przypisach bywają zmyślone
Publikacja bywa prawdziwa, a strona podana obok niej — nie. Przy książce, która ma sto przypisów, sprawdzenie każdego zajmuje więcej czasu niż napisanie rozdziału.
04
Najgorsze wady widać dopiero po złożeniu
Komenda składu wydrukowana jako tekst, obrazek wychodzący poza margines, tabela rozjechana na dwie strony. W źródle wygląda to poprawnie i żaden kontroler tekstu tego nie złapie.
Podejście
Cztery decyzje, które ustawiły całą resztę.
Każda z nich kosztuje więcej pracy i więcej wywołań modelu niż
rozwiązanie oczywiste. Bez nich wychodzi jednak plik, który wygląda
jak książka tylko z daleka.
Struktura przed pierwszym zdaniem
Najpierw powstaje plan całości: rozdziały, podrozdziały i brief źródłowy do każdego z nich. Dopiero potem cokolwiek jest pisane, więc każdy rozdział wie, co mają powiedzieć pozostałe.
Rozdział pisany na przeczytanym materiale
Do każdego rozdziału system zbiera źródła, pobiera ich treść i pisze z tego, co w nich stoi. Nazwiska, liczby i daty biorą się z materiału, a nie z pamięci modelu.
Skład zamiast eksportu
Książka jest składana w LuaLaTeX-u — tym samym narzędziu, którego używają wydawnictwa akademickie. Stąd poprawne dzielenie wyrazów, klikalny spis treści i PDF gotowy do druku.
Kontrola na złożonej stronie
Po kompilacji każda strona jest oglądana tak, jak zobaczy ją czytelnik. Wady, których nie widać w kodzie, wychodzą właśnie tutaj — i wracają do poprawki, zanim plik trafi do pobrania.
Z produktu
Jak to wygląda w praktyce.
Dwa widoki: przebieg pracy oglądany na żywo i to, co zostaje na końcu.
Proces widoczny rozdział po rozdzialeBadanie źródeł, pisanie kolejnych rozdziałów, recenzja i poprawki, składanie PDF, generowanie EPUB-a. Obok postęp, szacowany czas i licznik napisanych rozdziałów.
Na wyjściu dwa pliki i historia wersjiPDF ze złożonym składem, gotowy do druku, oraz EPUB pod czytniki i sklepy. Każda przebudowa zapisuje się jako osobna wersja, więc poprawka nie kasuje poprzedniego wydania.
Co było trudne
Cztery rzeczy, których nie widać w gotowym pliku.
To jest najciekawsza część tego projektu i jedyne miejsce, w którym
rozstrzyga się, czy wychodzi książka, czy plik do wyrzucenia.
Korekta tego, co widać na stronie, a nie w kodzieNajwiększa klasa wad w złożonej książce jest niewidoczna dla kontroli tekstu: komenda składu wydrukowana jako zwykły napis, akapit wychodzący poza margines, obrazek przycięty albo rozdęty na całą stronę, tabela rozjechana, pusta strona w środku rozdziału. Rozwiązanie okazało się prostsze do opisania niż do zbudowania: po kompilacji każda strona jest renderowana do obrazu i oglądana przez model wzrokowy dokładnie tak, jak zrobiłby to korektor z wydrukiem w ręku. Model cytuje fragment, który wygląda źle, drugi odnajduje to miejsce w źródle rozdziału i nanosi poprawkę, po czym książka składa się jeszcze raz. Pętla ma twardy limit przebiegów, żeby nie kręciła się w nieskończoność przy wadzie, której nie da się naprawić.
Numer strony w przypisie, który musi istniećModel poproszony o przypis chętnie dopisze numer strony, nawet jeśli nigdzie go nie widział. Kontrola jest tu celowo mechaniczna, bez udziału drugiego modelu — bo przy stu przypisach na książkę koszt oceniania każdego z nich byłby nie do przyjęcia. Każde „s. X” musi wskazywać stronę faktycznie obecną w materiale źródłowym i dodatkowo leksykalnie pokrywać się ze zdaniem, pod którym przypis stoi. Jeśli którykolwiek warunek nie jest spełniony, numer strony znika, a sam przypis zostaje — lepszy przypis bez strony niż przypis prowadzący w złe miejsce.
Wyłapanie statystyk wziętych z powietrzaOsobny mechanizm szuka w tekście liczb, które udają wynik badania: współczynników korelacji, poziomów istotności, wartości testów i procentów podanych z dokładnością do dziesiętnych — jeśli stoją bez przypisu. Takie miejsca trafiają do raportu zamiast być po cichu usuwane, bo część z nich jest w porządku i decyzja należy do człowieka.
Skład, który nie pęka na cudzej treściLaTeX jest bezlitosny: jeden znak specjalny w tytule rozdziału, niedomknięte środowisko albo cudzysłów w złym miejscu i kompilacja staje. Treść powstaje automatycznie, więc nie da się jej wcześniej obejrzeć — trzeba było zbudować warstwę, która czyści i naprawia typowe błędy, zanim książka w ogóle pójdzie do składu.
Co z tego dla Ciebie
Dokument, który idzie prosto do klienta.
Ten sam schemat pracuje wszędzie tam, gdzie z danych ma powstać
dokument o ustalonej strukturze, który ktoś potem wydrukuje albo
wyśle na zewnątrz: raport, opracowanie, dokumentacja, oferta,
katalog. Różnica wobec zwykłego generowania tekstu polega na tym,
że wynik jest sprawdzany na złożonej stronie, a nie w kodzie —
i dopiero po tej kontroli trafia do pobrania.
Jeśli u Ciebie ktoś dziś składa takie dokumenty ręcznie, opisz mi,
jak wyglądają i co się w nich zmienia między jednym a drugim.
Odpiszę, ile z tego da się zdjąć z człowieka.
Powiązane usługi
Czym się zajmuję poza własnymi produktami.
InkMagnet to wdrożenie AI spięte z automatycznym składem dokumentów. Poniżej pozostałe rzeczy, które robię dla firm, razem z ceną wyjściową.
Składasz dokumenty ręcznie, choć powstają z tych samych danych?
Opisz, jak taki dokument wygląda i co się w nim zmienia przy każdym kolejnym. Odpiszę, ile z tego da się zautomatyzować, gdzie potrzebna zostaje decyzja człowieka i od czego zacząć — zwykle jeszcze tego samego dnia.
Używam plików cookie do liczenia odwiedzin i zapamiętania Twojego
motywu. Możesz zgodzić się na wszystkie, zostawić tylko niezbędne
albo wybrać samodzielnie.
Polityka prywatności
NiezbędneUtrzymują sesję i zapamiętują tę decyzję. Bez nich strona nie zadziała.
AnalityczneGoogle Analytics 4 — anonimowe statystyki odwiedzin i źródeł ruchu.
MarketingoweRemarketing i personalizacja reklam Google Ads.
FunkcjonalneZapamiętanie wybranego motywu — jasnego albo ciemnego.