Jeden formularz zamiast rozmowy
Nazwa, branża, obszar działania, kontakt i odpowiedź na pytanie, co strona ma robić. Dziesięć minut wypełniania i to jest cały udział właściciela w powstaniu serwisu.
Własny produkt: system, który przyjmuje zamówienie przez formularz, buduje stronę, rejestruje domenę, publikuje serwis i prowadzi go dalej — blog, statystyki, reklamy — w jednym miejscu. Poniżej, skąd się wziął i co przy nim było najtrudniejsze.
Problem
Właściciel warsztatu albo salonu nie odkłada strony dlatego, że nie ma na nią pieniędzy. Odkłada, bo wie, ile godzin zejdzie na ustalenia, i te godziny musiałby zabrać z pracy, która płaci rachunki. Cena jest drugim problemem, nie pierwszym.
Brief, spotkanie, uwagi do makiety, poprawki, wybór zdjęć, potem czekanie. Przy jednoosobowej firmie każda z tych godzin to godzina zabrana z roboty, która realnie zarabia.
Domena u rejestratora, hosting gdzie indziej, teksty od copywritera, reklamy w agencji, statystyki w czwartym panelu. Cztery faktury i cztery miejsca, w których coś może stanąć.
Wykonawca kończy robotę i znika. Strona stoi w tej samej wersji przez trzy lata, bo właściciel nie ma kiedy jej ruszać, a przy każdej zmianie trzeba kogoś szukać.
Narzędzie „zrób sobie sam” rozwiązuje problem wykonawcy, nie zamawiającego. Zamiast zapłacić raz, właściciel zostaje niepełnoetatowym webmasterem i nigdy tego nie kończy.
Rozwiązanie
Zostaje mu wypełnienie formularza i kliknięcie „publikuję”. Reszta — research, teksty, projekt, domena, certyfikat, poczta, publikacja i prowadzenie — dzieje się po drugiej stronie.
Nazwa, branża, obszar działania, kontakt i odpowiedź na pytanie, co strona ma robić. Dziesięć minut wypełniania i to jest cały udział właściciela w powstaniu serwisu.
Wyszukiwarka sprawdza dostępność na żywo i podpowiada warianty. Rejestracja, DNS, certyfikat i poczta idą automatem — właściciel nie zakłada konta u rejestratora.
System researchuje branżę, dobiera kolory, projektuje ikony i układa sekcje pod cel, który został zaznaczony w formularzu. Dwie strony z Sitario nie wyglądają tak samo.
Artykuły na blog, pomiar szybkości, rekomendacje pod wyszukiwarkę, opinie zaciągane z wizytówki Google, kampania reklamowa z cotygodniową korektą fraz. Wszystko w jednym panelu.
Z panelu
Cztery ekrany z działającego panelu. Pierwszy to jedyne miejsce, w którym potrzebna jest uwaga właściciela — pozostałe trzy pokazują, co dzieje się bez niego.
Jakość
To jest miejsce, w którym takie rozwiązania zwykle się sypią: skoro powstaje w godzinę i kosztuje ułamek tego, co agencja, to pewnie jest byle jakie. Dlatego każda opublikowana strona przechodzi pomiar Google i wynik trafia do panelu właściciela.
Co było trudne
Co z tego dla Ciebie
Aplikacja, w której użytkownik przechodzi całą ścieżkę bez kontaktu z człowiekiem, wymaga czegoś więcej niż ładnego panelu: każdy krok musi umieć ponowić próbę, zgłosić awarię i policzyć własny koszt, zanim ktoś zapłaci. Sitario jest dowodem, że potrafię to spiąć w całość i utrzymać w ruchu.
Jeśli masz proces, który dziś obsługujesz mailem i telefonem, a mógłby chodzić sam — opowiedz, jak wygląda. Powiem, co da się zautomatyzować, a co lepiej zostawić człowiekowi.
Powiązane usługi
Sitario to aplikacja webowa spięta z automatyzacjami i wdrożeniem AI. Poniżej pozostałe rzeczy, które robię dla firm, razem z ceną wyjściową.
Rozmowa
Opisz, jak wygląda dzisiaj i w którym miejscu najczęściej się zacina. Odpiszę, co da się z tego zautomatyzować, ile mniej więcej kosztowałoby utrzymanie i od czego zacząć — zwykle jeszcze tego samego dnia.