Karol Leszczyński Build & Develop EN

Wdrożenia AI

Pozycjonowanie pod AI jako osobna usługa: za co naprawdę płacisz i kiedy płacisz drugi raz za to samo

Agencje sprzedają już „pozycjonowanie w ChatGPT" i GEO jako oddzielną pozycję cennika. Rozkładam tę usługę na części na podstawie własnych danych z 21 domen: co pokrywa się z klasycznym SEO, co jest realnie nowe i po czym poznać uczciwą ofertę.

Karol Leszczyński · Toruń

Okładka wpisu: biurko z kalkulatorem i dokumentami przy ciepłym świetle lampy

Polskie agencje sprzedają już „pozycjonowanie w ChatGPT”, „SEO AI” i GEO (Generative Engine Optimization) jako usługę z własnym cennikiem. Klienci pytają, czy to kolejna moda z fakturą, czy realna praca. Mam w tej sprawie dane zamiast przeczuć: na moich stronach ruch z asystentów urósł osiemnastokrotnie w pół roku, a na jednej z platform konwertuje 2,5 raza lepiej niż ruch z Google. Kanał jest prawdziwy. Pytanie brzmi, czy usługa sprzedawana pod tą nazwą jest prawdziwa w tym samym stopniu.

Rozłóżmy tę usługę na części

Kiedy zdejmie się z ofert warstwę nazewnictwa, „pozycjonowanie pod AI” składa się z konkretnych czynności. Warto je posortować według jednego kryterium: czy to jest praca, którą dobra agencja SEO powinna już wykonywać w ramach umowy, którą być może opłacasz.

Pokrywa się z klasycznym SEO, czyli z tym, za co wielu klientów już płaci: szybkość strony i Core Web Vitals, poprawny semantyczny HTML, treść dostępna bez wykonywania skryptów, dane strukturalne JSON-LD, treść odpowiadająca na realne pytania użytkowników zamiast ogólników, crawlowalność serwisu. Asystent szukający źródeł zachowuje się jak wymagający crawler, więc każda z tych rzeczy pracuje na oba kanały naraz. Według mojej oceny to jest mniej więcej cztery piąte całej „optymalizacji pod AI”. Szczegółowo rozpisałem to w poradniku o optymalizacji stron pod asystentów.

Realnie nowe są elementy, których typowa umowa SEO sprzed dwóch lat nie obejmowała: świadoma polityka robots.txt wobec botów AI (GPTBot, ClaudeBot, PerplexityBot, Google-Extended), plik llms.txt, obecność w źródłach, z których modele budują odpowiedzi (katalogi narzędzi, zestawienia branżowe, treści cytowalne wprost), formułowanie treści pod długie, konwersacyjne pytania zamiast krótkich fraz, i monitorowanie efektu w GA4 po źródłach sesji. Od maja 2026 dochodzi audyt Agentic Browsing w Lighthouse, którym da się część tej gotowości zmierzyć.

Ta proporcja prowadzi do prostego wniosku. Jeśli ktoś proponuje Ci „pozycjonowanie pod AI” jako osobny abonament obok istniejącej umowy SEO, to w większości pozycji tego cennika płacisz drugi raz za pracę, która powinna być już wykonana. Uczciwsza konstrukcja, którą zresztą część agencji sama stosuje, to rozszerzenie zakresu istniejącej usługi o moduł GEO, z budżetem rosnącym o nowe czynności, nie o całość od nowa.

Czego nikt nie może uczciwie obiecać

Drugi problem z ofertami leży w obietnicach. W klasycznym SEO da się raportować pozycję frazy, bo wynik wyszukiwania jest w miarę stabilny i sprawdzalny. Odpowiedź modelu językowego taka nie jest: to samo pytanie zadane dwa razy potrafi wskazać różne źródła, wynik zależy od kraju, historii rozmowy i wersji modelu, a dostawcy nie publikują żadnego rankingu. Nie istnieje więc „pozycja w ChatGPT”, którą można zagwarantować albo rzetelnie pokazać na wykresie.

Co da się uczciwie mierzyć: wejścia z asystentów w Analytics (u mnie to konkretne liczby: 306 sesji i 15 konwersji z chatgpt.com na jednej platformie), cytowania strony w odpowiedziach sprawdzane sondażowo tym samym zestawem pytań, i techniczna gotowość strony w audycie. Oferta, która obiecuje „widoczność w AI” bez wskazania, w której z tych trzech miar rozliczy efekt, obiecuje rzecz niemierzalną.

Po czym poznać uczciwą ofertę

Z rozmów z klientami i z lektury ofert złożyłbym test z czterech pytań.

Po pierwsze: czy audyt otwierający pokazuje konkretne braki Twojej strony (zablokowane boty w robots.txt, brak danych strukturalnych, treść niedostępna bez JS), czy tylko straszy zmianą rynku. Po drugie: czy zakres jest listą czynności, które rozumiesz, czy zbiorem nazw w rodzaju „strategia GEO”. Po trzecie: czy efekt będzie raportowany w Twoim GA4 jako sesje i konwersje ze źródeł AI, czy jako „wzrost widoczności” bez definicji. Po czwarte: czy przy istniejącej umowie SEO nowa usługa jest jej rozszerzeniem o nowe czynności, czy drugim cennikiem na czynności w większości te same.

Cztery razy dobra odpowiedź oznacza, że rozmawiasz z kimś, kto robi robotę. Dwa razy zła oznacza, że kupujesz nazwę kanału, nie pracę nad stroną.

Moja odpowiedź na pytanie z tytułu

Czy płacenie za widoczność w AI ma sens? Za pracę, która ją buduje, tak, bo kanał rośnie szybciej niż cokolwiek innego w moich statystykach i przyprowadza użytkowników z konkretną intencją. Za osobną usługę zdublowaną z SEO, nie, bo osiemdziesiąt procent tej pracy to po prostu porządnie zrobiona strona.

U mnie ta praca jest częścią opieki nad stroną internetową, nie osobną pozycją: te same ręce pilnują szybkości, danych strukturalnych, treści i tego, żeby boty asystentów miały wstęp i co czytać. Jeśli masz już agencję od SEO, wyślij jej ten wpis i zapytaj, które z nowych czynności są w Twoim zakresie. Dobra odpowie listą. To też jest test.

Więcej z bloga

Inne rzeczy, które zbudowałem.

Kontakt

Masz produkt, który powinien trafić dalej niż tylko na własną stronę?

Robię to od początku do końca: aplikacja, infrastruktura, wydanie w sklepach i katalogach, utrzymanie. Odpisuję zwykle tego samego dnia — najchętniej na konkret, choćby to był jeden akapit i pytanie „da się to zrobić taniej?”.