Karol Leszczyński Build & Develop EN

Aplikacje webowe

Search Console, Analytics i Google Ads w jednym panelu: właściciel firmy widzi całą widoczność na jednym ekranie

Jak zbudowałem panel, który co noc pobiera dane z trzech narzędzi Google dla wszystkich domen jednej firmy meblarskiej i pokazuje drogę od wyświetlenia w wyszukiwarce do zapytania o wycenę. Z ekranami z działającego panelu.

Karol Leszczyński · Toruń

Okładka wpisu: monitor z wykresami analitycznymi w ciemnym gabinecie — dane Google w jednym panelu

Firma meblarska, dla której przeniosłem stronę na AWS, prowadzi w internecie kilka serwisów naraz: główną stronę, strony poszczególnych marek i miast — łącznie siedem domen. Dane o tym, jak te strony radzą sobie w Google, mieszkały w trzech osobnych narzędziach: Search Console pokazuje, kto widzi stronę w wyszukiwarce, Analytics — co ludzie robią po wejściu, a panel Google Ads — ile kosztują reklamy. Trzy loginy, trzy różne ekrany, każdy po angielsku technicznym, i żaden nie odpowiada wprost na pytanie właściciela: co mi to wszystko daje?

Zbudowałem więc panel, który co noc pobiera dane ze wszystkich trzech źródeł przez oficjalne interfejsy Google, zapisuje je we własnej bazie i pokazuje na jednym ekranie, dla wszystkich domen firmy jednocześnie. Właściciel loguje się jednym hasłem i w kilka minut wie, na czym stoi. Ten wpis pokazuje, co dokładnie widzi i kiedy taki panel ma sens.

Co widzi klient po zalogowaniu

Pierwszy ekran to widoczność w Google z Search Console: kliknięcia, wyświetlenia, skuteczność i średnia pozycja, z wykresem dzień po dniu i zakresami od tygodnia do szesnastu miesięcy. Jeden przełącznik zmienia widok między pojedynczą domeną a wszystkimi naraz:

Panel klienta: sekcja Search Console — 221 kliknięć i 15 961 wyświetleń w 28 dni, wykres dzienny

Te same liczby rozbijają się na poszczególne domeny, więc od razu widać, która strona pracuje najmocniej, a która dopiero się rozkręca:

Panel klienta: podział kliknięć i wyświetleń na siedem domen firmy

Dalej są sekcje z Analytics (sesje, użytkownicy, kanały wejścia, konwersje) i z Google Ads, z kosztem każdej frazy i informacją, ile kliknięć i konwersji z niej przyszło. Obok danych Google panel trzyma też rzeczy, których Google nie widzi: zapytania o wycenę z formularzy i maili, galerie realizacji i koszty. To ten sam panel, w którym firma edytuje swoją stronę — dane i codzienna praca mieszkają w jednym miejscu.

Od wyświetlenia w Google do zapytania o wycenę

Najciekawsza część łączy dane z dwóch źródeł w jeden lejek. Search Console wie, ile razy strona pojawiła się w wynikach i ile razy ktoś kliknął. Analytics wie, ile z tych wejść zamieniło się w sesje i ile sesji skończyło się konwersją — u tej firmy konwersja to wysłane zapytanie o wycenę mebli. Panel ustawia te liczby jedna pod drugą:

Lejek w panelu: 221 kliknięć z Google, 960 sesji ze wszystkich źródeł, 26 konwersji, pod spodem karty Google Analytics

W ostatnich 28 dniach wyglądało to tak: 15 961 wyświetleń w wyszukiwarce, z tego 221 kliknięć (skuteczność 1,4% przy średniej pozycji 26), 960 sesji ze wszystkich kanałów i 26 zapytań o wycenę. Panel sam dopisuje wniosek, który z tych liczb wynika: przy średniej pozycji 26 najwięcej ruchu da wejście do pierwszej dziesiątki wyników, czyli praca nad treścią i linkowaniem. Kiedy te same dane mieszkają w trzech narzędziach, takie wnioski trzeba składać ręcznie; tu czekają gotowe po zalogowaniu.

Z połączenia widać też rzeczy, które umykają w pojedynczych panelach: fraza reklamowa, za którą płaci się około 9 zł za kliknięcie, broni się tylko wtedy, gdy sesje z niej faktycznie kończą się zapytaniami. Panel pokazuje koszt i efekt obok siebie, więc decyzja „zostawiamy czy wyłączamy” zapada przy jednym ekranie.

Po co własny panel, skoro Google daje swoje narzędzia

Trzy powody, dla których to rozwiązanie wygrywa u moich klientów z surowymi panelami Google.

Historia zostaje na zawsze. Search Console pokazuje maksymalnie 16 miesięcy wstecz — starsze dane po prostu znikają. Panel co noc dopisuje świeże liczby do własnej bazy, więc firma buduje archiwum, w którym za trzy lata porówna sezon z sezonem. Tego nie da się nadrobić później; dane, których nikt nie zapisał, przepadły.

Wszystkie domeny i wszystkie źródła na raz. Google pokazuje każdą usługę i każdą domenę osobno. Tutaj siedem domen, trzy źródła danych, leady i koszty spotykają się na jednym ekranie, a suma dla całej firmy jest widokiem domyślnym. Do tego dochodzą rzeczy spoza świata Google, jak zapytania z formularzy — czyli to, co właściciela obchodzi najbardziej.

Ekran mówi językiem właściciela. Po polsku, z wnioskami zamiast surowych metryk i z widokami ułożonymi pod pytania, które firma naprawdę zadaje. Właściciel, który do tej pory prosił o raporty, sam zagląda raz w tygodniu na pięć minut.

Ten sam mechanizm pilnuje moich własnych stron. Panel, w którym prowadzę 48 domen i ponad 6 000 podstron, co noc zbiera dane z Search Console, liczy alerty i sprawdza profil linków — na nim testuję każde rozwiązanie, zanim trafi do klienta:

Mój panel SEO: 48 domen, 6 269 podstron, kliknięcia i wyświetlenia z 30 dni, alerty

Kiedy panel ma sens

Taki panel buduję firmom, u których dane mają realny ciężar: jest budżet reklamowy do pilnowania, kilka domen albo marek do porównywania, wspólnik lub zarząd do raportowania, albo po prostu właściciel, który chce rozumieć swoją widoczność bez przedzierania się przez narzędzia Google. Dobrym sygnałem jest moment, w którym raporty „na życzenie” robią się comiesięczną pańszczyzną — panel odrabia ją co noc sam.

Technicznie panel powstaje jako moduł przy stronie, którą prowadzę, albo jako osobna aplikacja webowa z kontami użytkowników. Zakres bywa różny: od samego widoku Search Console dla jednej domeny po pełny zestaw z lejkiem, kosztami reklam i leadami dla kilku serwisów, dlatego wyceniam go po rozmowie o źródłach danych. Jeśli Twoje dane też mieszkają w trzech miejscach i nikt ich nie składa w całość, napisz do mnie — pokażę Ci na żywo, jak taki panel działa, i powiem, ile kosztowałby dla Twojej firmy.

Więcej z bloga

Inne rzeczy, które zbudowałem.

Kontakt

Masz produkt, który powinien trafić dalej niż tylko na własną stronę?

Robię to od początku do końca: aplikacja, infrastruktura, wydanie w sklepach i katalogach, utrzymanie. Odpisuję zwykle tego samego dnia — najchętniej na konkret, choćby to był jeden akapit i pytanie „da się to zrobić taniej?”.